wtorek, 20 września 2016

Barbara Marti – Umińska „Liście dzikiego wina”

Książkę-pamiętnik Barbary Mari-Umińskiej czytałam dosyć dawno temu, bo chyba jeszcze pod koniec podstawówki lub na początku liceum.  Wypożyczyłam ją z osiedlowej biblioteki publicznej do której należałam. Książka wywarła na mnie spore wrażenie, tak więc kilka lat temu postanowiłam włączyć ją do mojej biblioteczki. Niełatwo było ją zdobyć, bo książka niestety nie miała wznowień, ostatecznie nabyłam ją w antykwariacie. Książka była w bardzo dobrym stanie biorąc pod uwagę, jak wydawane były książki w latach 80.

Barbara Marti-Umińska, Liście dzikiego wina, Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów, 1986

Nie byłam pewna czy chcę przeczytać po raz kolejny tą książkę właśnie teraz. Kilkanaście lat temu wywarła na mnie duże wrażenie. Ostatecznie jednak stwierdziłam, że wykorzystam sytuację, że akurat przebywamy w Polsce i zabrałam się za lekturę. Książka jest niewielkich rozmiarów i liczy jedynie 165 stron. W zasadzie można przeczytać ją w jedno popołudnie, jednak ilość nagromadzonych w niej tragicznych wojennych, powstańczych i obozowych wydarzeń sprawił, że lekturę rozłożyłam na dwa popołudnia.

Bohaterkę-narratorkę, 13-letnią Małgosię, poznajemy w lipcu 1944 roku, kiedy wyjeżdża na wakacje do rodziny na wieś. Z początkiem sierpnia wraca do Warszawy. Małgosia mieszka ze swoim starszym bratem i ojcem, z którym jest bardzo zżyta. Jej mama zmarła jak dziewczynka miała 7 lat. Brat jest kilka lat starszy od niej, udziela się w konspiracji, kiedy wybucha Postanie Warszawskie oddziela się od swojej rodziny aby wziąć w nim udział. W momencie wybuchu powstania Małgosia i jej ojciec muszą opuścić kamienicę, w której mieszkają. I tak zaczyna się ich wojenna tułaczka, ukrywanie w kolejnych schronach, wszechobecny głód, śmierć i wyczerpanie. Od czasu do czasu do ludzi ukrywających się w schronach docierają informacje o rozwoju powstania. Gdy Niemcy zajmują dzielnicę, w której znajduje się schron, osoby ukrywające się zostają wyprowadzone i popędzone w kolumnach. Na Woli Małgosia zostaje oddzielona od ojca i widzi jak zostaje rozstrzelany. Następnie trafia do obozu przejściowego w Pruszkowie, a następnie w Breslau (dzisiejszy Wrocław). Tutaj poznaje Mańkę, dziewczynkę niewiele od niej starszą. Między nimi nawiązuje się przyjaźń. Zostają razem z innymi więźniami przetransportowane do obozu pracy w Gross Rosen (dzisiejsza wieś Rogoźnica). Mańka, od wielu lat chora na gruźlicę, pracująca ponad siły, cierpiąca głód, umiera. Małgosia na jednym z apelów dobrowolnie zgłasza się do pracy w fabryce w Wiedniu. W obozie spędziła 80 dni. Jej zdrowie było w fatalnym stanie. Z Małgosią rozstajemy się kiedy jedzie pociągiem w kierunku Wiednia.

Niesamowite emocje towarzyszą lekturze tej książki. Jest w niej wiele wstrząsających momentów. Najbardziej wrył mi się w pamięć opis przygotowań obozu w Gross Rosen, do których zostali wykorzystani oczywiście więźniowie, na przybycie delegacji Czerwonego Krzyża. I rozczarowanie Małgosi po niej, która mocno wierzyła, że ta wizyta przyniesie uwolnienie więźniów i likwidację obozu.

Narratorka w „Liściach dzikiego wina” nosi imię Małgosia (imię córki autorki). W rzeczywistości przeżycia wojenne i obozowe opisane w książce należą do autorki książki Barbary Marti-Umińskiej. Niezbyt wiele wiadomo o jej życiu. Z notki biograficznej na okładce książki, dowiadujemy się, co działo się z nią po pobycie w obozie. O jej pracy w fabryce w Wiedniu, o powrocie do Warszawy w 1945 roku. Tyle notka.
W czeluściach internetu doszukałam się informacji, że jej brat przeżył powstanie i zmarł w 2004 roku. Pani Barbara zmarła w 2013 roku w Kanadzie.
 
Książka jak najbardziej warta przeczytania.
 
 
Zdjęcia i teksty są moją własnością i nie zezwalam na ich kopiowanie bez mojej zgody./ The photos and texts are my propriety and I don’t allow to copy them without my permission.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz